Otworzyłam swoje zmęczone oczy łapiąc się za głowę z powodu jej bólu. Poczułam szorstki materiał, który po spojrzeniu w lustro okazał się zakrwawionym bandażem.
Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam.
Ściany pomalowane były na brudno biały kolor, natomiast białe kafelki na podłodze lśniły czystością. Obok mnie znajdowało się łóżko, w którym spała jakaś kobieta, podłączona jakimiś kabelkami do jakieś strasznie denerwująco pikającej maszyny. Przede mną znajdowało się wielkie lustro, a na szafce koło niego widniał stary telewizor.
- Obudziła się! - usłyszałam kobiecy głos.
Spojrzałam w stronę drzwi, z których dochodziło wołanie. Moim oczom ukazała się dość niska kobieta patrząca wprost na mnie. Jej długi i proste blond włosy opadały na jej ramiona. Brązowe oczy blondynki były wypełnione łzami jednak nie umiałam określić czy były to łzy szczęścia czy raczej łzy smutku.
- Dziecko! - tajemnicza kobieta biegła w stronę moje szpitalnego łóżka, po czym gdy dobiegła, przycisnęła mnie tak mocno do siebie, że miałam lekki problem z zabraniem oddechu. - Tak się o Ciebie martwiliśmy!
Zaczęłam powoli odsuwać się od nieznajomej, na co ona spojrzała na mnie z wyrzutem sumienia.
- Po wypadku jesteś taka pewna siebie, że nie potrzebujesz wsparcia? - w jej brązowych tęczówkach zbierało się coraz więcej łez, a świadomość, że spowodowałam jej ja lekko mnie dołowała. - Załatwiliśmy Ci szpital w ogromnym luksusie, jest tu czysto, dobrze gotują, są tu świetni lekarze, którzy na pewno Cie wyleczą, a ty nawet nie chcesz się do mnie przytulić?
Złapałam się za głowę.
Miałam całkowity mętlik w głowie, nie miałam pojęcia co się ze mną działo.
Nie znałam tej kobiety, za to ona zachowywała się jakbyśmy były rodziną lub chociaż dobrymi przyjaciółmi. Coraz bardziej miałam ochotę spytać się jej, kim jest i co robi przy moim łóżku i o czym mówi, jednak bałam się, że łez w jej oczach przybędzie jeszcze więcej niż jest ich teraz.
Drzwi do mojej szpitalnej sali stopniowo zaczęły się otwierać, a w nich pojawił się wysoki mężczyzna. Jego brązowe, podchodzące pod siwe włosy były równo obcięte. Był ubrany w garnitur i jakieś eleganckie spodnie. Wyglądał jakby urwał się z jakiegoś spotkania albo randki.
- O, nareszcie się obudziłaś. Straciłem nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę Cię żywą i odklejoną od tej okropnej poduszki. - powiedział, patrząc na poduszkę o ohydnym brudno beżowym odcieniu z miną jakby właśnie zobaczył tam jakiegoś obrzydliwego robaka, najlepiej rozgniecionego.
W odpowiedzi tylko lekko się uśmiechnęłam, nadal nie wiedząc z kim rozmawiam, gdzie i przede wszystkim o czym.
- Już daj spokój, Carl. - zaczęła kobieta. - Nie jest źle. Chyba nie widziałeś stanu szpitala koło naszego mieszkania, to dopiero jest dramat! - złapała się za głowę nie mogąc pogodzić się z tak zaniedbanym stanem czystości.
Mężczyzna przetarł czoło zewnętrzną stroną dłoni i wyciągnął ze swojej wewnętrznej kieszeni marynarki białe BlackBerry wciskając jakieś przyciski na klawiaturze.
Nagle w całej sali rozległa się denerwująca melodia, przez którą podskoczyłam z przerażenia.
- Przepraszam, muszę odebrać. To z pracy. - wytłumaczył mężczyzna i opuścił pomieszczenie z telefonem przy uchu.
Po wyjściu mężczyzny, w sali nastała głucha cisza.
Zaczęłam skubać swoje pomalowane na czarno paznokcie, zastanawiając się co powiedzieć, żeby przerwać ten niezręczny moment.
Spojrzałam w stronę mojej szafki nocnej i dostrzegłam tam zdjęcie jakieś uśmiechniętej blondynki. Koło niej stała ta sama kobieta, która właśnie koło mnie siedziała i uważała się za kogoś bliżej ze mną związanego.
Nie miałam pojęcia dlaczego ta kobieta postawiła na mojej szpitalnej szafce nocnej swoje zdjęcie z jakąś dziewczyną, zapewne jej córką. Nie wyglądała mi na osobę zapatrzoną w siebie, o którą mogłabym posądzić o coś takiego.
- Kto to jest? - z moich ust natychmiastowo wyleciało pytanie, które chciałam zadać ale nie zastanowiłam się nad konsekwencjami.
Blondynka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, na co ja wskazałam palcem na dziewczynę u jej boku.
- Słucham? - spytała kobieta, jakby się przesłyszała.
Otworzyłam usta i zaczęłam spontanicznie wymyślać wytłumaczenia.
- Nie chciałam Pani urazić, przepraszam. - bełkotałam. - Po prostu jestem ciekawa kim jest ta dziewczyna.
Kobieta wzięła ode mnie fotografię i po raz kolejny dokładnie przyjrzała się fotografii. Była skupiona, jakby chciała zeskanować obraz w swojej głowie i zapamiętać najmniejszy szczegół.
Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach.
- To Ty.
Poczułam jak w cały pokój zaczyna dziwnie się kręcić, a moja głowa zaczynała huczeć od bólu. Moje plecy odsunęły się na oparcie łóżka, a moje oczy były wielkości pięciozłotówek.
Chwyciłam się za skronie, mając nadzieję, że to tylko sen.
Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam tam swoje lustrzane odbicie.
Ta kobieta nie kłamała, na tej fotografii naprawdę byłam ja.
- Dlaczego ja tam jestem? - spytałam zaciekawiona.
Wzrok kobiety szybko powędrował w moją stronę.
- Sugerujesz, że tylko my robimy sobie rodzinne zdjęcia? - spytała podnosząc brew.
Ponownie złapałam się za skronie.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam, a w mojej głowie panował jeden wielki chaos.
Po chwili kobieta spojrzała w prosto w moje oczy, jakby właśnie coś odkryła.
- To niemożliwe... - wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Schowała twarz w dłoniach i zaczęła szlochać.
Nagle w drzwiach pojawił się ten sam mężczyzna, który wyszedł odebrać ważny telefon z pracy i natychmiastowo podszedł do kobiety i objął ją swoimi ramionami.
- Co się stało? - wyszeptał, a następnie zdezorientowany spojrzał w moją stronę.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, do sali wszedł mężczyzna ubrany w biały fartuch.
- Jak się Pani czuje? - skierował pytanie w moją stronę. - Wszystko dobrze?
Kobieta płacząca koło mnie, wyrwała się z objęć swojego męża i spojrzała w stronę mężczyzny.
- Dobrze?! Ona nie ma pamięta swoich rodziców!
Złapałam się za skronie i poczułam dreszcz na plecach.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam.
Notka:
Powiem Wam, że jestem tak na siebie zła, bo ten rozdział jest pierwszym rozdziałem, a wyszedł mi beznadziejnie. Chyba nie ma tutaj nic, co by mi się podobało. Tekst jest za krótki, pewnie jest wiele powtórzeń, nawet nie miałam ochoty, siły, ani chęci czytać go, aby poprawić ewentualne błędy i aby nadać mu sens.
W związku z rozpoczęciem wakacji powinnam nabrać chęci i weny do pisania i przez czas wolny powinnam dodawać więcej rozdziałów, jednak nie mogę nic obiecać, bo brakuje mi weny.
Mam nadzieję, że następny będzie dużo lepszy, niż ten.
No nic, mogę tylko powiedzieć enjoy i do następnego.
Ilysm ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz