- To może ja Państwa zostawię samych… - powiedział lekarz i zaczął się stopniowo cofać, aż w końcu zniknął z mojego pola widzenia.
Mężczyzna, podający się za mojego ojca zerwał się z miejsca i pobiegł za doktorem.
- Kim jestem? I co ja tu robię? - spytałam, z bólem patrząc na zapłakaną kobietę trzymającą ciągle tę samą chusteczkę.
- Nazywasz się Holly Hudson, masz dziewiętnaście lat i skończyłaś edukację. Planowałaś wyprowadzić się od nas, dlatego kupiłaś mieszkanie do, którego planowałaś wprowadzić się po skończeniu liceum. Jednak w drodze do nowo wybudowanego mieszkania, miałaś wypadek samochodowy, którego skutki są widoczne. - powiedziała ocierając spływające po jej policzkach łzy.
Patrzyłam w skupieniu na kobietę nie dając po sobie poznać zdziwienia
- Niech Pani opowie mi coś o sobie. - poprosiłam kobietę.
- Mów mi “ mamo”. W końcu jestem twoją mamą, prawda? - zaśmiała się, jednak ja kompletnie nie rozumiałam co ją bawi ale, żeby nie było jej przykro razem z nią zaczęłam chichotać. - Mam na imię Melanie. Pracuję jako księgowa. Mam czterdzieści siedem lat i od dwudziestu dwóch lat jestem żoną twojego ojca, Carl’a. - skinęła głową na drzwi, którymi wyszedł mężczyzna.
- Czym zajmuje się księgowa? - spytałam.
Westchnęła, następnie oparła głowę o swoją dłoń. - Eh.. Wiedziałam, że to będzie trudna rozmowa… Księgowa to... nie ważne, to nie istotne
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam ponownie na fotografie, która poprzednio wzbudziła moją uwagę. Była zrobiona prawdopodobnie w okolicach jesieni, co mogłam zauważyć przez krajobraz i strój osób pokazanych na zdjęciu. Barbara miała na sobie szary płaszczyk sięgający do kolan, a ja - co nadal było dla mnie trudne do pojęcia - czerwony sięgający mniej więcej do podobnej wysokości. Kobieta miała swoje blond włosy spięte w wysoki kucyk, a moje pozostawały rozpuszczone. Na obydwu twarzach widniał uśmiech, który automatycznie pojawił się też u mnie.
Starałam się przypomnieć cokolwiek patrząc na fotografię.
- Odlepisz się od tego telefonu? - usłyszałam głos matki. - Z kim tak zawzięcie piszesz?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Planujemy umówić się gdzieś z Lukiem i szukamy jakieś wolnej chwili ale coś nam nie idzie. Mamy całe terminarze zawalone nauką, sprawdzianami, kartkówkami i korkami. Nie byliśmy na porządnej randce od kilku miesięcy.
- Olejcie sprawdziany i się gdzieś umówcie skoro to takie ważne.
Podniosłam brwi do góry.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją mamą? - zaśmiałam się chowając białego iPhone'a do tylnej kieszeni spodni. - Wiesz jak bardzo bym chciała, ale obawiam się, że nie wygrzebię się już z mojej sytuacji gdy dostanę kilka złych ocen.
- No przecież żartuję. Niedługo święta, może zaprosimy go na któryś dzień świąt? Myślę, że to nie byłby problem, my się zgadzamy, wypadałoby spytać rodziców Luke'a i myślę, że spokojnie może spędzić z nami święta i nadrobicie stracony czas.
- To by było cudowne, zapytam go czy by chciał. Dziękuję. - objęłam matkę ramionami wokół szyi i poczułam jej dłonie na mojej talii.
Nagle usłyszałyśmy jakiś irytujący dźwięk, na co moja mama zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu swojej komórki.
- Kto to? - zapytałam gdy wpatrywała się w ekran urządzenia.
Co chwilę wpisywała coś, a po chwili usuwała, drapiąc się po głowie.
W pewnym momencie zobaczyłam jak tata obejmuje mamę od tyłu i patrzą razem na drzewa rosnące wokół, ludzi przechodzących obok lub po prostu zastanawiają się nad sensem swojej egzystencji.
- No, młode panie, uśmiech proszę. - powiedział mój tata gdy odkleił się od mamy, powędrował do swój aparat i stał kilka metrów przed nami z aparatem fotograficznym w ręku, czekając, aż ustawimy się do zdjęcia.
Moja mama zaśmiała się i ponownie wyciągnęła z torebki swój telefon i zaczęła się nad nim głowić.
- No proszę. - nalegał. - Po jednym zdjęciu dam ci spokój.
Kobieta zablokowała i schowała swój telefon do torebki, po czym poczułam jej dłoń na moim ramieniu. Zaraz potem zostałam chwilowo zaślepiona przez flesz dochodzący z aparatu, ale gdy zgasł, wszystko wróciło do normy. Mężczyzna pokazał nam zrobione zdjęcie, po czym kontynuowaliśmy jesienny spacer.
- Holly? Jesteś tam czy cię nie ma? - mama pstryknęła mi swoimi palcami przed nosem. - Coś się stało?
Poruszyłam przecząco głową i odłożyłam ramkę ze zdjęciem na swoje miejsce.
- Kto to był? - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie wiedziała o czym mówię.
- Ale kto? - wyszeptała. - Nikogo tu nie było.
- Ten z którym pisałaś.
Na czole kobiety pojawiły się zmarszczki spowodowane podniesieniem brwi do góry.
- O czym ty mówisz?
Miałam wrażenie, że to co się dzieje jest snem. Albo to wspomnienie nie jest wspomnieniem tylko jakimś snem lub moim wyobrażeniem jak mogła wyglądać historia zrobienia tego zdjęcia.
- Jestem zmęczona, chyba się położę. - powiedziałam i położyłam głowę na białym materiale, zamykając oczy. - Dobranoc.
- Dobranoc. - wyszeptała, po czym wstała i opuściła pomieszczenie zostawiając na mojej szafce nocnej kubek kawy ze Starbucks'a.
Notka:
lalala nowy rozdzial lalala
nie było go jakieś cztery miesiące za co przepraszam i postaram się naprawić w najbliższym czasie
podłapałam jakiegoś lenia, który mam nadzieję stopniowo się wyeliminuje
podziękujcie shawnowi, dzięki, któremu wzięłam się za siebie, jego płyta mnie zmotywowała do działania cri
no nic
trzymajcie się misie
ily x
Mężczyzna, podający się za mojego ojca zerwał się z miejsca i pobiegł za doktorem.
- Kim jestem? I co ja tu robię? - spytałam, z bólem patrząc na zapłakaną kobietę trzymającą ciągle tę samą chusteczkę.
- Nazywasz się Holly Hudson, masz dziewiętnaście lat i skończyłaś edukację. Planowałaś wyprowadzić się od nas, dlatego kupiłaś mieszkanie do, którego planowałaś wprowadzić się po skończeniu liceum. Jednak w drodze do nowo wybudowanego mieszkania, miałaś wypadek samochodowy, którego skutki są widoczne. - powiedziała ocierając spływające po jej policzkach łzy.
Patrzyłam w skupieniu na kobietę nie dając po sobie poznać zdziwienia
- Niech Pani opowie mi coś o sobie. - poprosiłam kobietę.
- Mów mi “ mamo”. W końcu jestem twoją mamą, prawda? - zaśmiała się, jednak ja kompletnie nie rozumiałam co ją bawi ale, żeby nie było jej przykro razem z nią zaczęłam chichotać. - Mam na imię Melanie. Pracuję jako księgowa. Mam czterdzieści siedem lat i od dwudziestu dwóch lat jestem żoną twojego ojca, Carl’a. - skinęła głową na drzwi, którymi wyszedł mężczyzna.
- Czym zajmuje się księgowa? - spytałam.
Westchnęła, następnie oparła głowę o swoją dłoń. - Eh.. Wiedziałam, że to będzie trudna rozmowa… Księgowa to... nie ważne, to nie istotne
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam ponownie na fotografie, która poprzednio wzbudziła moją uwagę. Była zrobiona prawdopodobnie w okolicach jesieni, co mogłam zauważyć przez krajobraz i strój osób pokazanych na zdjęciu. Barbara miała na sobie szary płaszczyk sięgający do kolan, a ja - co nadal było dla mnie trudne do pojęcia - czerwony sięgający mniej więcej do podobnej wysokości. Kobieta miała swoje blond włosy spięte w wysoki kucyk, a moje pozostawały rozpuszczone. Na obydwu twarzach widniał uśmiech, który automatycznie pojawił się też u mnie.
Starałam się przypomnieć cokolwiek patrząc na fotografię.
- Odlepisz się od tego telefonu? - usłyszałam głos matki. - Z kim tak zawzięcie piszesz?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Planujemy umówić się gdzieś z Lukiem i szukamy jakieś wolnej chwili ale coś nam nie idzie. Mamy całe terminarze zawalone nauką, sprawdzianami, kartkówkami i korkami. Nie byliśmy na porządnej randce od kilku miesięcy.
- Olejcie sprawdziany i się gdzieś umówcie skoro to takie ważne.
Podniosłam brwi do góry.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją mamą? - zaśmiałam się chowając białego iPhone'a do tylnej kieszeni spodni. - Wiesz jak bardzo bym chciała, ale obawiam się, że nie wygrzebię się już z mojej sytuacji gdy dostanę kilka złych ocen.
- No przecież żartuję. Niedługo święta, może zaprosimy go na któryś dzień świąt? Myślę, że to nie byłby problem, my się zgadzamy, wypadałoby spytać rodziców Luke'a i myślę, że spokojnie może spędzić z nami święta i nadrobicie stracony czas.
- To by było cudowne, zapytam go czy by chciał. Dziękuję. - objęłam matkę ramionami wokół szyi i poczułam jej dłonie na mojej talii.
Nagle usłyszałyśmy jakiś irytujący dźwięk, na co moja mama zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu swojej komórki.
- Kto to? - zapytałam gdy wpatrywała się w ekran urządzenia.
Co chwilę wpisywała coś, a po chwili usuwała, drapiąc się po głowie.
W pewnym momencie zobaczyłam jak tata obejmuje mamę od tyłu i patrzą razem na drzewa rosnące wokół, ludzi przechodzących obok lub po prostu zastanawiają się nad sensem swojej egzystencji.
- No, młode panie, uśmiech proszę. - powiedział mój tata gdy odkleił się od mamy, powędrował do swój aparat i stał kilka metrów przed nami z aparatem fotograficznym w ręku, czekając, aż ustawimy się do zdjęcia.
Moja mama zaśmiała się i ponownie wyciągnęła z torebki swój telefon i zaczęła się nad nim głowić.
- No proszę. - nalegał. - Po jednym zdjęciu dam ci spokój.
Kobieta zablokowała i schowała swój telefon do torebki, po czym poczułam jej dłoń na moim ramieniu. Zaraz potem zostałam chwilowo zaślepiona przez flesz dochodzący z aparatu, ale gdy zgasł, wszystko wróciło do normy. Mężczyzna pokazał nam zrobione zdjęcie, po czym kontynuowaliśmy jesienny spacer.
- Holly? Jesteś tam czy cię nie ma? - mama pstryknęła mi swoimi palcami przed nosem. - Coś się stało?
Poruszyłam przecząco głową i odłożyłam ramkę ze zdjęciem na swoje miejsce.
- Kto to był? - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie wiedziała o czym mówię.
- Ale kto? - wyszeptała. - Nikogo tu nie było.
- Ten z którym pisałaś.
Na czole kobiety pojawiły się zmarszczki spowodowane podniesieniem brwi do góry.
- O czym ty mówisz?
Miałam wrażenie, że to co się dzieje jest snem. Albo to wspomnienie nie jest wspomnieniem tylko jakimś snem lub moim wyobrażeniem jak mogła wyglądać historia zrobienia tego zdjęcia.
- Jestem zmęczona, chyba się położę. - powiedziałam i położyłam głowę na białym materiale, zamykając oczy. - Dobranoc.
- Dobranoc. - wyszeptała, po czym wstała i opuściła pomieszczenie zostawiając na mojej szafce nocnej kubek kawy ze Starbucks'a.
Notka:
lalala nowy rozdzial lalala
nie było go jakieś cztery miesiące za co przepraszam i postaram się naprawić w najbliższym czasie
podłapałam jakiegoś lenia, który mam nadzieję stopniowo się wyeliminuje
podziękujcie shawnowi, dzięki, któremu wzięłam się za siebie, jego płyta mnie zmotywowała do działania cri
no nic
trzymajcie się misie
ily x