niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 2

- To może ja Państwa zostawię samych… - powiedział lekarz i zaczął się stopniowo cofać, aż w końcu zniknął z mojego pola widzenia.
Mężczyzna, podający się za mojego ojca zerwał się z miejsca i pobiegł za doktorem.
- Kim jestem? I co ja tu robię? - spytałam, z bólem patrząc na zapłakaną kobietę trzymającą ciągle tę samą chusteczkę.
- Nazywasz się Holly Hudson, masz dziewiętnaście lat i skończyłaś edukację. Planowałaś wyprowadzić się od nas, dlatego kupiłaś mieszkanie do, którego planowałaś wprowadzić się po skończeniu liceum. Jednak w drodze do nowo wybudowanego mieszkania, miałaś wypadek samochodowy, którego skutki są widoczne. - powiedziała ocierając spływające po jej policzkach łzy.
Patrzyłam w skupieniu na kobietę nie dając po sobie poznać zdziwienia
- Niech Pani opowie mi coś o sobie. - poprosiłam kobietę.
- Mów mi “ mamo”. W końcu jestem twoją mamą, prawda? - zaśmiała się, jednak ja kompletnie nie rozumiałam co ją bawi ale, żeby nie było jej przykro razem z nią zaczęłam chichotać. - Mam na imię Melanie. Pracuję jako księgowa. Mam czterdzieści siedem lat i od dwudziestu dwóch lat jestem żoną twojego ojca, Carl’a. - skinęła głową na drzwi, którymi wyszedł mężczyzna.
- Czym zajmuje się księgowa? - spytałam.
Westchnęła, następnie oparła głowę o swoją dłoń. - Eh.. Wiedziałam, że to będzie trudna rozmowa… Księgowa to... nie ważne, to nie istotne
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam ponownie na fotografie, która poprzednio wzbudziła moją uwagę. Była zrobiona prawdopodobnie w okolicach jesieni, co mogłam zauważyć przez krajobraz i strój osób pokazanych na zdjęciu. Barbara miała na sobie szary płaszczyk sięgający do kolan, a ja - co nadal było dla mnie trudne do pojęcia - czerwony sięgający mniej więcej do podobnej wysokości. Kobieta miała swoje blond włosy spięte w wysoki kucyk, a moje pozostawały rozpuszczone. Na obydwu twarzach widniał uśmiech, który automatycznie pojawił się też u mnie.
Starałam się przypomnieć cokolwiek patrząc na fotografię.

- Odlepisz się od tego telefonu? - usłyszałam głos matki. - Z kim tak zawzięcie piszesz?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Planujemy umówić się gdzieś z Lukiem i szukamy jakieś wolnej chwili ale coś nam nie idzie. Mamy całe terminarze zawalone nauką, sprawdzianami, kartkówkami i korkami. Nie byliśmy na porządnej randce od kilku miesięcy.
- Olejcie sprawdziany i się gdzieś umówcie skoro to takie ważne.
Podniosłam brwi do góry.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją mamą? - zaśmiałam się chowając białego iPhone'a do tylnej kieszeni spodni. - Wiesz jak bardzo bym chciała, ale obawiam się, że nie wygrzebię się już z mojej sytuacji gdy dostanę kilka złych ocen.
- No przecież żartuję. Niedługo święta, może zaprosimy go na któryś dzień świąt? Myślę, że to nie byłby problem, my się zgadzamy, wypadałoby spytać rodziców Luke'a i myślę, że spokojnie może spędzić z nami święta i nadrobicie stracony czas.
- To by było cudowne, zapytam go czy by chciał. Dziękuję. - objęłam matkę ramionami wokół szyi i poczułam jej dłonie na mojej talii.
Nagle usłyszałyśmy jakiś irytujący dźwięk, na co moja mama zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu swojej komórki.

- Kto to? - zapytałam gdy wpatrywała się w ekran urządzenia.
Co chwilę wpisywała coś, a po chwili usuwała, drapiąc się po głowie.
W pewnym momencie zobaczyłam jak tata obejmuje mamę od tyłu i patrzą razem na drzewa rosnące wokół, ludzi przechodzących obok lub po prostu zastanawiają się nad sensem swojej egzystencji.
- No, młode panie, uśmiech proszę. - powiedział mój tata gdy odkleił się od mamy, powędrował do swój aparat i stał kilka metrów przed nami z aparatem fotograficznym w ręku, czekając, aż ustawimy się do zdjęcia.
Moja mama zaśmiała się i ponownie wyciągnęła z torebki swój telefon i zaczęła się nad nim głowić.
- No proszę. - nalegał. - Po jednym zdjęciu dam ci spokój.
Kobieta zablokowała i schowała swój telefon do torebki, po czym poczułam jej dłoń na moim ramieniu. Zaraz potem zostałam chwilowo zaślepiona przez flesz dochodzący z aparatu, ale gdy zgasł, wszystko wróciło do normy. Mężczyzna pokazał nam zrobione zdjęcie, po czym kontynuowaliśmy jesienny spacer.

- Holly? Jesteś tam czy cię nie ma? - mama pstryknęła mi swoimi palcami przed nosem. - Coś się stało?
Poruszyłam przecząco głową i odłożyłam ramkę ze zdjęciem na swoje miejsce.
- Kto to był? - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie wiedziała o czym mówię.
- Ale kto? - wyszeptała. - Nikogo tu nie było.
- Ten z którym pisałaś.
Na czole kobiety pojawiły się zmarszczki spowodowane podniesieniem brwi do góry.
- O czym ty mówisz?
Miałam wrażenie, że to co się dzieje jest snem. Albo to wspomnienie nie jest wspomnieniem tylko jakimś snem lub moim wyobrażeniem jak mogła wyglądać historia zrobienia tego zdjęcia.
- Jestem zmęczona, chyba się położę. - powiedziałam i położyłam głowę na białym materiale, zamykając oczy. - Dobranoc.
- Dobranoc. - wyszeptała, po czym wstała i opuściła pomieszczenie zostawiając na mojej szafce nocnej kubek kawy ze Starbucks'a.


Notka:
lalala nowy rozdzial lalala
nie było go jakieś cztery miesiące za co przepraszam i postaram się naprawić w najbliższym czasie
podłapałam jakiegoś lenia, który mam nadzieję stopniowo się wyeliminuje
podziękujcie shawnowi, dzięki, któremu wzięłam się za siebie, jego płyta mnie zmotywowała do działania cri
no nic
trzymajcie się misie
ily x



sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 1

Otworzyłam swoje zmęczone oczy łapiąc się za głowę z powodu jej bólu. Poczułam szorstki materiał, który po spojrzeniu w lustro okazał się zakrwawionym bandażem.
Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam.
Ściany pomalowane były na brudno biały kolor, natomiast białe kafelki na podłodze lśniły czystością. Obok mnie znajdowało się łóżko, w którym spała jakaś kobieta, podłączona jakimiś kabelkami do jakieś strasznie denerwująco pikającej maszyny. Przede mną znajdowało się wielkie lustro, a na szafce koło niego widniał stary telewizor.
- Obudziła się! - usłyszałam kobiecy głos.
Spojrzałam w stronę drzwi, z których dochodziło wołanie. Moim oczom ukazała się dość niska kobieta patrząca wprost na mnie. Jej długi i proste blond włosy opadały na jej ramiona. Brązowe oczy blondynki były wypełnione łzami jednak nie umiałam określić czy były to łzy szczęścia czy raczej łzy smutku.
- Dziecko! - tajemnicza kobieta biegła w stronę moje szpitalnego łóżka, po czym gdy dobiegła, przycisnęła mnie tak mocno do siebie, że miałam lekki problem z zabraniem oddechu. - Tak się o Ciebie martwiliśmy!
Zaczęłam powoli odsuwać się od nieznajomej, na co ona spojrzała na mnie z wyrzutem sumienia.
- Po wypadku jesteś taka pewna siebie, że nie potrzebujesz wsparcia? - w jej brązowych tęczówkach zbierało się coraz więcej łez, a świadomość, że spowodowałam jej ja lekko mnie dołowała. - Załatwiliśmy Ci szpital w ogromnym luksusie, jest tu czysto, dobrze gotują, są tu świetni lekarze, którzy na pewno Cie wyleczą, a ty nawet nie chcesz się do mnie przytulić?
Złapałam się za głowę.
Miałam całkowity mętlik w głowie, nie miałam pojęcia co się ze mną działo.
Nie znałam tej kobiety, za to ona zachowywała się jakbyśmy były rodziną lub chociaż dobrymi przyjaciółmi. Coraz bardziej miałam ochotę spytać się jej, kim jest i co robi przy moim łóżku i o czym mówi, jednak bałam się, że łez w jej oczach przybędzie jeszcze więcej niż jest ich teraz.
Drzwi do mojej szpitalnej sali stopniowo zaczęły się otwierać, a w nich pojawił się wysoki mężczyzna. Jego brązowe, podchodzące pod siwe włosy były równo obcięte. Był ubrany w garnitur i jakieś eleganckie spodnie. Wyglądał jakby urwał się z jakiegoś spotkania albo randki.
- O, nareszcie się obudziłaś. Straciłem nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę Cię żywą i odklejoną od tej okropnej poduszki. - powiedział, patrząc na poduszkę o ohydnym brudno beżowym odcieniu z miną jakby właśnie zobaczył tam jakiegoś obrzydliwego robaka, najlepiej rozgniecionego.
W odpowiedzi tylko lekko się uśmiechnęłam, nadal nie wiedząc z kim rozmawiam, gdzie i przede wszystkim o czym.
- Już daj spokój, Carl. - zaczęła kobieta. - Nie jest źle. Chyba nie widziałeś stanu szpitala koło naszego mieszkania, to dopiero jest dramat! - złapała się za głowę nie mogąc pogodzić się z tak zaniedbanym stanem czystości.
Mężczyzna przetarł czoło zewnętrzną stroną dłoni i wyciągnął ze swojej wewnętrznej kieszeni marynarki białe BlackBerry wciskając jakieś przyciski na klawiaturze.
Nagle w całej sali rozległa się denerwująca melodia, przez którą podskoczyłam z przerażenia.
- Przepraszam, muszę odebrać. To z pracy. - wytłumaczył mężczyzna i opuścił pomieszczenie z telefonem przy uchu.
Po wyjściu mężczyzny, w sali nastała głucha cisza.
Zaczęłam skubać swoje pomalowane na czarno paznokcie, zastanawiając się co powiedzieć, żeby przerwać ten niezręczny moment.
Spojrzałam w stronę mojej szafki nocnej i dostrzegłam tam zdjęcie jakieś uśmiechniętej blondynki. Koło niej stała ta sama kobieta, która właśnie koło mnie siedziała i uważała się za kogoś bliżej ze mną związanego.
Nie miałam pojęcia dlaczego ta kobieta postawiła na mojej szpitalnej szafce nocnej swoje zdjęcie z jakąś dziewczyną, zapewne jej córką. Nie wyglądała mi na osobę zapatrzoną w siebie, o którą mogłabym posądzić o coś takiego.
- Kto to jest? - z moich ust natychmiastowo wyleciało pytanie, które chciałam zadać ale nie zastanowiłam się nad konsekwencjami.
Blondynka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, na co ja wskazałam palcem na dziewczynę u jej boku.
- Słucham? - spytała kobieta, jakby się przesłyszała.
Otworzyłam usta i zaczęłam spontanicznie wymyślać wytłumaczenia.
- Nie chciałam Pani urazić, przepraszam. - bełkotałam. - Po prostu jestem ciekawa kim jest ta dziewczyna.
Kobieta wzięła ode mnie fotografię i po raz kolejny dokładnie przyjrzała się fotografii. Była skupiona, jakby chciała zeskanować obraz w swojej głowie i zapamiętać najmniejszy szczegół.
Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach.
- To Ty.
Poczułam jak w cały pokój zaczyna dziwnie się kręcić, a moja głowa zaczynała huczeć od bólu. Moje plecy odsunęły się na oparcie łóżka, a moje oczy były wielkości pięciozłotówek.
Chwyciłam się za skronie, mając nadzieję, że to tylko sen.
Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam tam swoje lustrzane odbicie.
Ta kobieta nie kłamała, na tej fotografii naprawdę byłam ja.
- Dlaczego ja tam jestem? - spytałam zaciekawiona.
Wzrok kobiety szybko powędrował w moją stronę.
- Sugerujesz, że tylko my robimy sobie rodzinne zdjęcia? - spytała podnosząc brew.
Ponownie złapałam się za skronie.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam, a w mojej głowie panował jeden wielki chaos.
Po chwili kobieta spojrzała w prosto w moje oczy, jakby właśnie coś odkryła.
- To niemożliwe... - wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Schowała twarz w dłoniach i zaczęła szlochać.
Nagle w drzwiach pojawił się ten sam mężczyzna, który wyszedł odebrać ważny telefon z pracy i natychmiastowo podszedł do kobiety i objął ją swoimi ramionami.
- Co się stało? - wyszeptał, a następnie zdezorientowany spojrzał w moją stronę.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, do sali wszedł mężczyzna ubrany w biały fartuch.
- Jak się Pani czuje? - skierował pytanie w moją stronę. - Wszystko dobrze?
Kobieta płacząca koło mnie, wyrwała się z objęć swojego męża i spojrzała w stronę mężczyzny.
- Dobrze?! Ona nie ma pamięta swoich rodziców!
Złapałam się za skronie i poczułam dreszcz na plecach.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam.

Notka:
Powiem Wam, że jestem tak na siebie zła, bo ten rozdział jest pierwszym rozdziałem, a wyszedł mi beznadziejnie. Chyba nie ma tutaj nic, co by mi się podobało. Tekst jest za krótki, pewnie jest wiele powtórzeń, nawet nie miałam ochoty, siły, ani chęci czytać go, aby poprawić ewentualne błędy i aby nadać mu sens.
W związku z rozpoczęciem wakacji powinnam nabrać chęci i weny do pisania i przez czas wolny powinnam dodawać więcej rozdziałów, jednak nie mogę nic obiecać, bo brakuje mi weny.
Mam nadzieję, że następny będzie dużo lepszy, niż ten.
No nic, mogę tylko powiedzieć enjoy i do następnego.
Ilysm 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Prolog

Zamknęłam drzwi domu swojego dzieciństwa licząc się z tym, że już do niego nie wrócę. Z jednej strony było mi przykro, ale z drugiej strony dom był tak stary i zaniedbany, że nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby w nim mieszkać. Pokierowałam się w stronę samochodu stojącego na miejscu parkingowym koło - opuszczonego już - mieszkania. Otworzyłam drzwi i wskoczyłam na miejsce kierowcy.
Przekręciłam kluczyki, uruchomiałam silnik i wyruszyłam w drogę. Przeprowadzka była dla mnie trudną decyzją jednak ściany otaczające mnie w moim starym miejscu zamieszkania wywoływały u mnie dreszcze. Odpadający tynk, oderwane listwy i meble wyglądające jakby ktoś zrobił je jeszcze przed wojną tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że powinnam jak najszybciej się stamtąd wynieść. Spoglądałam na sklepy, stragany czy inne targi widniejące na ulicach mojego miasta. Pomachałam do sprzedawczyni w sklepie spożywczym, w którym zawsze robiłam wszystkie zakupy spożywcze. Wiedziałam, że będzie mi brakowało tego sklepu. Zawsze sprzedawczyni była uśmiechnięta, życzliwa. Jej ziemniaki zawsze były świeże, a co najważniejsze znajomym pozwalała kupować dwadzieścia procent taniej. W nowej okolicy będę musiała szybko nawiązać znajomości z kasjerkami, aby dostać zniżkę na inne produkty, nie tylko ziemniaki.
Spojrzałam na zegarek w telefonie, który “oznajmił mi”, że jest za pięć trzecia. Stwierdziłam, że jeszcze przed piątą powinnam być już w nowo wykupionym domu. Ściągnęłam z sufitu samochodu coś co potocznie służyło do osłaniania się przed słońcem, jednak ja używałam tego tylko i wyłącznie z powodu lusterka przyczepionego do niego. Spojrzałam na swoją twarz w lusterku.
Moje blond włosy były lekko podkręcone jednak nie odbiegały od normy. Swoje długie rzęsy podkreśliłam swoim nowo kupionym tuszem od Chanel i byłam całkowicie zachwycona efektem końcowym. Usta podkreśliłam malinową szminką i również byłam pozytywnie zaskoczona efektem. Gdy stwierdziłam, że nie wyglądam tak źle, lusterko wróciło do dawnego stanu, a kosmetyki schowałam z powrotem do kosmetyczki leżącej na samym dnie mojej torby. Starałam się skupić się na drodze, jednak w głowie cały czas miałam myśl odnośnie nowego mieszkania. Mimo, że widziałam je milion razy, chciałam wejść do środka i poczuć te świeżo pomalowane ściany, nowo doklejone listwy, nowe meble, ogródek, po prostu zapach nowego mieszkania. Usłyszałam swój dzwonek, więc podniosłam swojego białego iPhone'a i kliknęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham? - spytałam nie patrząc nawet kto dzwoni.
- Hej, kochana! Jak dzień mija? - spytała moja przyjaciółka.
- Właśnie jadę do nowego mieszkania. Jestem podekscytowana! A jak ty żyjesz? 
- Chodzę sobie po galeriach i wybieram jakieś ładne ubrania.. Ostatnio tego najbardziej mi brakuje.. - wyczułam w jej głosie zmartwienie. - Szkoda, że nie ma Cię ze mną. Wolisz siedzieć na budowie niż chodzić po galeriach z przyjaciółką, wiesz co? 
Zaśmiałam się. 
- Tym razem nie na budowę. Wprowadzam się! - krzyknęłam, a jakaś kobieta spojrzała się na mnie jak na idiotkę, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że mam otwarte okno, które natychmiastowo zamknęłam. 
- Wow! - krzyknęła podekscytowana. - Kiedy to minęło? Mam wrażenie jakbyśmy ostatni raz rozmawiały jak stawiałaś pierwszą cegłówkę.
- Również jestem pod wrażeniem robotników. - zaśmiałam się. 
Nagle w słuchawce nastała cisza.
- Halo, jesteś tam? - spytałam.
- Holly, hamuj! - krzyknęła przyjaciółka. 
- Co? - spytałam zdziwiona. - Znowu mnie wkręcasz?
- Poważnie, zatrzymaj się. Czy ty patrzysz na drogę?!
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem naprzeciwko wielkiego Range Rovera jadącego prosto na mnie.
Jednak było już za późno.